niedziela, 14 grudnia 2014

ROZDZIAŁ I
  Miałam sen. Szłam przez bagniste pole. Wokoło nikogo.Nic, tylko ciemność i mrok. Ciemno-zielona mgła spowijała cały obszar. Tak gęsta ,że aż namacalna. Ogrom drzew, krzewów sprawiał że czułam się jak zamknięta w klatce. Sama. Bez możliwości ucieczki. Czegoś szukałam... Tylko czego? Przedzierałam się przez zarośla i wreszcie wyszłam na wielkie, niezmierzone pole. Spojrzałam w górę. Niebo było ciemne i złe. Takie , jakby nigdy nie widziało promieni słońca. Obróciłam się na pięcie i w oddali widziałam ciemną postać. Stała ubrana w czarną, mglistą suknie, która ciągnęła się za nią po podmokłych terenach. Nie widziałam jej twarzy. Może po prostu jej nie miała? Spod wielkiego kaptura( którego miała na głowie) nie było widać nic tylko głęboką czerń. Nagle zjawa zaczęła przywoływać mnie. Nie chciałam iść w jej stronę, opierałam się, ale jakaś dziwna moc przyciągała mnie do niej. Przestałam się opierać i powolnymi krokami szłam za nią. Po paru minutach wędrówki dotarłyśmy do jakiejś starej chaty. Była tak samo przerażająca jak otoczenie, w którym się znajdowała. Tajemnicza postać delikatnie popchnęła drzwi i znikła w murach domu. Chwyciłam za klamkę. Nagle usłyszałam wrzask. Zjawa przeszła przez drzwi i z wielkim oburzeniem szła w moją stronę. Jej krzyk był tak głośny. Tak uciążliwy. Miałam wrażenie że przedziera się przez całe moje ciało. Osłabia je. Przerażona rzuciłam się na ziemie. Darłam się z przerażenia. Kropelki potu spływały po mojej twarzy, a zjawa dalej szła w moją stronę. Byłam twarzą w twarz przy niej. Dostrzegłam jej oczy. Całe czarne , złowrogie. Przyjrzałam się im dokładnie i zobaczyłam uwięzioną kobietę, a w jej oczach strach. Ujrzałam ogień i kołyskę , a na samym końcu czarną postać. Byłam tak poruszona , że nie słyszałam już wrzasków czarnej postaci. Nagle usłyszałam słowa ,,Nie wchodź do tego domu , nie wchodź do tego domu. Świat dzieli się na cztery światy: ciemności , światła , magi i życia. '' Zjawa zbliżała się do mnie i ciągle powtarzała to zdanie.

  - Lucy! Lucy! Wstawaj dziecko, wstawaj. Dziadek już przyjechał ! Niedługo jedziemy                do Damritch!- obudził mnie głos babci wołającej mnie na schodach.
 - Dobrze babciu. Już schodzę!- odpowiedziałam.
 Obudziłam się cała spocona i zapłakana. Przez parę minut leżałam jeszcze w łóżku i                            myślałam o tym koszmarze. Był taki realistyczny ! Zdezorientowana wstałam i rozchyliłam                zasłony. Delikatny promień słońca rozświetlił cały pokój. Stałam tak  i napawałam się                          widokiem za oknem. Bezchmurne niebo, piękne słońce. Sąsiadki kupujące                                            warzywa na straganie i ich dzieci bawiące się w berka. Tak się temu wszystkiemu                                przyglądałam, jakbym w moim śnie żyła całe wieki i nigdy na oczy nie widziała słońca.                      Ubrałam moją najładniejszą koronkową sukienkę i zeszłam na parter. Już w oddali czułam                  zapach tych cudownych naleśników z syropem klonowym. Babcia zawsze dbała o mnie
 i o to żebym miała w życiu jak najlepiej. Usiadłam do stołu, a babcia przyniosła mi górę                      naleśników. Zawsze uważała, że jestem za chuda i może miała racje.
 - I jak ci smakuje?- zdążyła zapytać babcia zanim wzięłam cokolwiek do buzi.
 - Jeszcze nie spróbowałam, ale na pewno są znakomite ! - Zachichotałam.
 Pół godziny później w salonie pojawił się dziadek w swoim tradycyjnym roboczym stroju i                  oznajmił że za 10 minut wyjeżdżamy. Czym prędzej popędziłam do pokoju po walizki.                        Chwyciłam za torby i już chciałam wyjść, gdy nagle usłyszałam słowa  ,,Nie wchodź do tego              domu , nie wchodź do tego domu. Świat dzieli się na cztery światy: ciemności , światła , magi                         i życia. '' Nie , to na pewno mi się przesłyszało. Już chciałam wyjść z pokoju, lecz drzwi się                przytrzasnęły. Zaczęłam nimi szarpać, ale bezskutecznie. Znów usłyszałam głos, ale tym                      razem o wiele wyraźniej. Odwróciłam się i ujrzałam zjawę. Zaczęłam wrzeszczeć, ale nikt                 mnie nie słyszał. Nagle zjawa zniknęła zostawiając po sobie jedynie czarny dym. Szarpnęłam              za drzwi a one bez najmniejszego problemu się otworzyły.
  - Lucy ! Schodź tu szybko ! Co ty tam tyle robisz?- krzyknął dziadek.
  - Ja... Ja już idę. - Przerażona zeszłam na dół. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć, ale              teraz nie miałam czasu na zmartwienia, ponieważ właśnie jechałam do Damritch !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz