środa, 28 stycznia 2015

ROZDZIAŁ IV
          Emily stała przed drzwiami i czuła narastającą w niej złość. Czuła że powinna wejść za mną do domu i nie wpuszczać mnie tam samej, ale jej lęk był silniejszy od niej samej. Usiadła niedaleko chaty i zaczęła płakać. Bała się o mnie. Nie wiedziała co zrobić.Czy iść po dziadka? A co jeżeli coś złego się stanię zanim wróci? Siedziała tak przez długi czas. Chciała krzyczeć, ale żadne słowa nie mogły wydobyć się z jej ust. Postanowiła ! Nie może dłużej się bać! Na pewno nie wtedy gdy jej najlepsza przyjaciółka może być w niebezpieczeństwie. Wzięła głęboki oddech. Podeszła pod dom i spojrzała na drzwi. Podniosła niepewnie rękę i weszła do środka.


       Kiedy weszła do środka ujrzała ciemność. Z szarych złamanych rur kapały kropelki wody. Po prawej stronie była mała szafeczka. Jedno ciemne łóżko. Obdarty dywan i ledwo stojące schody. Strach ją sparaliżował. Zapomniała , że szuka swojej przyjaciółki. Chciała postawić jeden krok, ale nogi nie chciały się poruszyć. Chciała cicho mnie zawołać lecz jej dotąd ciche usta i w tej chwili nie chciały się otworzyć. Czuła jak drętwiało jej ciało, serce mocniej biło, a rozpromieniona twarz stawała się blada. Nagle usłyszała szelest. Cichy płacz... Postanowiła uciec. Nie ! Ona tego nie zrobi, nie da rady. Obróciła się do drzwi. Chwyciła za klamkę lecz ona nie chciała ani drgnąć. Zaczęła szarpać. Była w pułapce. Łzy skapnęły jej po policzku. Kto ją teraz uwolni? Zaczęła wołać pomocy. Wrzeszczała. Krople potu spływały jej po twarzy mieszając się z olbrzymimi łzami. Ciemność i wyobraźnia stawały się nie do zniesienia. Usiadła na ziemi i zaczęła przeraźliwie szlochać. Czuła się bardzo źle i teraz dopiero zrozumiała, że nie powstrzymała swojej najlepszej przyjaciółki, ani nie zawołała nikogo. Czuła się winna...
- Emily?! To ty?- zapytałam.
- Lucy! Gdzie ty jesteś?
- Tak na prawdę to pod tobą!
- Chwila? Co !?- zapytała Emily.
-  Wpadłam w jakąś dziurę. Podłoga się załamała  
- Sekunda. Czekaj. Znajdę jakąś line czy coś. Nigdzie się nie ruszaj!
-Haha. Śmieszne...
Emily rozglądała się po ciemnych pomieszczeniach wreszcie dostrzegła kawałek sznura.
-Lucy ? Widzisz? Łap za to.
Po chwili byłam już razem z Emily . Byłam pewna, że przyjaciółka obrazi się na mnie i już do końca życia nie odezwie. Jak mogłam być tak bezmyślna?! Jak mogłam wejść sama do tego strasznego miejsca i wystawić swoją najlepszą przyjaciółkę na walkę z własnymi lękami... Karciłam się w duchy, gdy nagle Emi przytuliła mnie.
- Nie rozumiem... Nie jesteś zła?
- Jestem , ale najważniejsze że już po wszystkim. 
Wyszłyśmy na zewnątrz. Wychodząc z domu zobaczyłam jak dużo czasu minęło od naszego wyjścia z domu i jak wielki szlaban dostanę wracając do domu. Cudownie! Tylko tego mi brakowało..
-Która godzina?- spytałam
-Koło 23.
-Słucham?!- wrzasnęłam na cały głos.
-Pośpieszmy się po prostu . I tak nie unikniemy szlabanu.- powiedziała z nutką rozdrażnienia w głosie Emily.
Jeszcze raz spojrzałam na opuszczony dom i pobiegłam za Emily w stronę domu. Biegłam ile sił w nogach, a Emi i tak była daleko z przodu. Po pewnym czasie zrozumiałam, że przyjaciółka po prostu mnie unika ... Myślałam, że nie jest na mnie zła a jednak... Ale nie miałam jej za złe. Winić mogę tylko siebie. Biegłam tak przez pewien czas pogrążona myślami . Nagle usłyszałam szept za plecami. ,,Nie wracaj już nigdy" . Spojrzałam za siebie gdzie jeszcze w oddali było widać stary dom i ujrzałam czarną postać. Przetarłam oczy i już jej nie było. No jasne ! Pewnie po tak wyczerpującym dniu mam już jakieś zwidy. Obróciłam głowę i zobaczyłam zjawę, która powtarzała ,, Nie wracaj już nigdy''. Przerażona zatrzymałam się i skuliłam się na trawie.Nie ! To mi się tylko wydaję. To nie może być prawda. Spojrzałam przed siebie i nie było już zjawy. Nerwowo rozejrzałam się na boki i pobiegłam pędem do domu. 
- Lucy! Dziecko ! Gdzieś ty była ?!- Usłyszałam głos babci gdy wbiegałam na podwórko przed domem.Zapłakana stała przed domem i mocno chwyciła mnie w ramiona i przytuliła. W środku zobaczyłam dziadka palącego cygaro.
- Do góry. Spać. Macie zakaz wychodzenia poza dom jutro .- powiedział dziadek.
Poszłam do góry. Nigdy nie widziałam dziadków w takim stanie. Weszłam do pokoju i położyłam się do łóżka. Światło było zgaszone, a Emi leżała z zamkniętymi oczami na łóżku obok. Ale nie spała. Wiem to. Po prostu nie chciała ze mną rozmawiać.


poniedziałek, 29 grudnia 2014

ROZDZIAŁ III
Następnego dnia obudziłam się koło jedenastej. Ta godzina pobudki była dla mnie normalna w Damritch, ponieważ nigdzie nie spało się tak dobrze jak tam. Zeszłam na parter i poczłapałam do salonu. Na kanapie zastałam Emily. Owinięta kocem, oglądała jakiś program w telewizji. Usiadłam obok niej i przyłączyłam się do uważnego patrzenia w telewizor. 
- Ile można spać ! Od ósmej tu bez ciebie siedzę ..- wymamrotała.
- Tak trudno ci jest żyć beze mnie Emi?- odparłam z uśmiechem. Emily szturchnęła mnie w ramie i powróciła do swojej poprzedniej czynności. Razem oglądałyśmy jakiś dziwny program o modelkach na wybiegu. Szczerze... Nie do końca mnie to interesowało ale mus to mus. Zauważyłam talerz z okruszkami obok Emi i od razu usłyszałam jak burczy mi w brzuchu. Poszłam do kuchni, w której zastałam babcię. 
- Babciu... Zrobisz mi coś do jedzenia?- zrobiłam słodką minkę i przytuliłam babcię.
- Oczywiście! Co chcesz ? 
- To samo co Emily.- Prawdę mówiąc nie wiedziałam co Emily jadła ale mamy podobne gust więc na pewno coś dobrego.
- Przyniosę ci do salonu. Idź do Emi, bo leci fajny program w telewizji.
Poszłam do salonu. Emily nadal wpatrywała się,jak zahipnotyzowana, programowi rozrywkowemu w telewizji. Po pięciu minutach babcia weszła do pokoju niosąc talerz z jakimiś sześcioma kanapkami z nutellą.No tak... Mogłam przewidzieć, że prosząc o to samo co Emi dostanę taką samą porcje jak ona , czyli jak dla jakiegoś boksera. Jak można tyle jeść i być tak chudym ! Szybko zjadłam dwie kanapki i już poczułam się nasycona. Nie lubię wyrzucać jedzenia więc chwyciłam za 3 kromkę. 
- Nie jesteś pewnie głodna .Co nie? - zapytała mnie Emily po czym wzięła cały mój talerz z kanapkami łącznie z tą, którą wkładałam do buzi.
- Nie ma sprawy... Nie musiałaś prosić.. Mogę się z tobą podzielić - wydedukowałam.Po czym zaczęłyśmy się śmiać.
- Przepraszam Mamo... Od teraz rób mi lekcje savoir vivre. Przyda mi się.- powiedziała z grymasem na twarzy.
- Wiesz jest już po południe. Może pójdziemy się pobawić na dworze?-zaproponowałam.
- Ale zaraz jest nowy fajny program !
- Tak to jest jak twoja przyjaciółka nie ma telewizora w domu...- Odpowiedziałam. Tak, mama Emily nie popierała oglądania telewizji i wyrzuciła telewizor z domu mojej kuzynki. Osobiście uważam, że to nie był dobry pomysł. Można było wprowadzić ograniczenie na telewizje, a nie od razu całkowity zakaz.Nie dziwię się, że Emily chcę się nacieszyć póki może.
- No dobra dobra. Chodźmy się ubrać.
          Poszłyśmy do pokoju i otworzyłyśmy szafę na ubrania. Postanowiłyśmy ubrać się tak samo. Zawsze jak byłyśmy na wakacjach w Damritch, udawałyśmy że jesteśmy bliźniaczkami. I tak już pozostało, że zawsze mamy komplet tych samych ubrań. Ubrałyśmy podkoszulki w kwiaty i dżinsowe spodenki. Poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam w swoje odbicie. Te moje nie doskonałości aż same proszą się o makijaż. Przełamałam się i chwyciłam kosmetyczkę. Wzięłam tusz i poprawiłam sobie rzęsy. Pewnie wyglądało to nieudolnie... Ten brak wprawy! Kiedy skończyłam swój ,,makijaż'', zerknęłam w lustro. Nagle za moimi plecami w lustrze pojawiła się zjawa. Szybko się obróciłam a z tyłu nikogo nie było. Jeszcze raz spojrzałam w lustro, a zjawy już nie było. Na pewno mam paranoje. To tylko zwidy. Powtarzałam sobie w myślach.
Tylko zwidy.
          Poszłyśmy z Emi na polanę niedaleko domu. Gadałyśmy, śmiałyśmy się. Po pewnym czasie wszystko nam się znudziło i zaproponowałam zabawę w chowanego.
- Super! To do ilu mam liczyć?- zapytała Emi.
- Wystarczy do trzydziestu.
- Dobra. To....Jeden!Dwa!
Biegłam przed siebie , a w oddali słyszałam odliczanie Emily. Biegłam jak najszybciej potrafiłam. Wiatr smagał moje włosy, a krótko ścięta trawa drapała moje nogi. Słońce mocno świeciło, a niebo nie miało na sobie ani jednej chmury. Czułam że nie mam już siły biec i muszę się gdzieś schować. Nagle w oddali ujrzałam dom. Brudny, ciemny, zbudowany z przestarzałych już desek. Białe , a raczej białoszare firanki z wielką gracją posuwały się na wietrze. Czułam, że coś mnie ciągnie w stronę tego domu , że chcę do niego wejść. Przecież to by była najlepsza kryjówka! Przypomniało mi się jak wiele legend słyszałam o jakimś starym, porzuconym domu w Damritch. Starsi bredzili, że tam straszą duchy, ale ja nie wierzę w takie przepowiednie. Podeszłam bliżej. Jeszcze nigdy nie stałam pod tymi drzwiami. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam, że obejrzę dom dookoła zanim wejdę do środka. Przeszłam przez budynek. Niby nic się nie działo, a ciągle czułam jakby ktoś szedł za mną. Jakby klątwa. Coś trzasnęło! Szczęście to tylko gałązka załamała się pod moim butem. Bałam się, ale tłumaczyłam sobie, że to tylko moja wyobraźnia pląta mi figle. Nagle usłyszałam kroki.
-Anna! Co się dzieje!? Miałaś się schować, a nie !- krzyknęła do mnie Emily.
-Właśnie to robię!- odpowiedziałam oburzona
-Gdzie? W tym domu? Przecież wiesz że tam straszy. Chodź już... Nie idź tam. Jutro dokończymy zabawę.
-Ale ja tam muszę wejść! Miałaś mnie szukać! Ja chce się bawić- odpowiedziałam panicznym i sfrustrowanym głosem.
-Dobra !Baw się, ale ja nie będę szukać ciebie w tym domu!- krzyknęła.
-Trudno... Idę sama!- chwyciłam za klamkę i weszłam do tego przeklętego miejsca. 

niedziela, 28 grudnia 2014

ROZDZIAŁ II
           Damritch, to niesamowite miejsce. Kątem oka przypomina zwykłą, małą wieś, ale tak na prawdę to ekscytujące, tętniące życiem miejsce! Piękne jeziora tak zadbane i czyste... Skrzypiące i postarzałe pomosty, które same proszą się już o wyrzucenie. Dzika fauna i flora, zwierzęta hasające po łące, małe sklepiki ze straganami z warzywami. Wszystko to co potrzebne jest do życia każdemu kochającemu naturę człowiekowi...
            
           Po drodze do Damritch zabraliśmy ze sobą moją kuzynkę Emily. Znałam ją od zawsze. Mieszkałyśmy  w tym samym mieście i zawsze miałyśmy dobre kontakty. Emily była dużo milsza i ładniejsza ode mnie. Ja tak na prawdę nigdy nie przejmwoałam się swoim wyglądem, ale mimo to gdzieś w sercu zazdrościłam jej tych długich zgrabnych nóg i  falowanych blond włosów. Miała niebieskie, wielkie oczy i długie rzęsy , które i tak podkreślała tuszem. Była niesamowicie zgrabna. Czasem zazdrościłam jej tego że każdy chłopak się za nią oglądał... 
          Patrzałam przez okno. Znałam już na pamięć trasę do Damritch. Z resztą tak piękne widoki pozostają na długo w pamięci. Przyglądałam się garstce nastolatków. Szli przez drogę śmiejąc się i popychając na ulice. W ręce trzymali puszki z piwem. Nigdy nie rozumiałam czemu moi rówieśnicy zaczynali pić w tak młodym wieku. Czy czują się wtedy starsi? Lepsi? Moim zdaniem to co robią nie wskazuje na to że są dojrzali....
         Po pewnym czasie dojechaliśmy na miejsce.Kiedy wyskoczyłam z samochodu poczułam ten sam zapach wilgotnego mchu.Delikatny wietrzyk smagał moje czarne warkocze i jakby wyszeptywał słowa,, Witam”. Biegłam przed siebie patrząc na wolno przesuwające się obłoczki na niebie! Wraz z Emily położyłyśmy się na trawie. Tak, to był nasz coroczny rytuał powitania tej małej wsi. Trudno wyrazić uczucia, które mi towarzyszyły kiedy przyjeżdżałam do Damritch... To tak jakby po dniu ciężkiej pracy wziąć gorącą kąpiel i czytać książki. Tak samo czuję się ja kiedy po całym roku nauki wracam w to miejsce, które odwiedzam od dziecka! Wypoczynek, relaks,spacery, kąpieliska sprawiają, że czuję dreszczyk emocji na myśl o tej wsi ! Zawsze kochałam spędzać tu czas w małym rodzinnym gronie. To miejsce kryło za sobą tyle tajemnic i ze zwyczajnego ludzkiego umysłu mogło stworzyć niesamowitą krainę magii. 
         Nasz spokój zakłóciło głośne trzaśnięcie drzwiami od domku. Pobiegłam czym prędzej do mieszkanka. Domek był dwupiętrowy i bardzo stary. Ale właśnie ta,, starość” dodawała temu miejscu tajemniczości. Przeszłam przez próg. Weronika położyła nasze bagaże na zniszczonej sofie, którą ,, normalny” człowiek dawno by wyrzucił. Wnętrze było urządzone w ciepłym, miłym klimacie. Ściana było zrobiona z drewna, po lewej stronie stał kominek, pełno dywanów, dodatków,stołów tworzyło miły dla oka harmider. Kuchnia była stara i mało funkcyjna. Dosyć wymieniania! W skrócie wszystko było zakurzone, stare, ale tworzyło miłą atmosferę. Na drugim piętrze były różne pokoje. Najbardziej lubiłam chiński. Tak go nazwała moja babcia, która nadaje imiona nawet kocom. Pokój chiński był cały z drewna. Szafki, ściany, okna dosłownie wszystko! Było tam ciepło i przytulnie. Weronika wolała pokój,,biały”. Był prosty, schludny i przejrzysty. Kompletnie nie pasował do nastroju Greenwich. Stała w nim wielka szafa, która przypominała tą z Narnii. Na tym samym piętrze był jeszcze mały pokój. Był on przeznaczony dla mamy mojej Babci. W tym samym miejscu był jeszcze balkon. Od pamiętnych czasów nigdy tam nie weszłam, bo Maria zawsze zamykała go na klucz, gdyż bała się,że spadniemy. Na pół piętrze były dwa małe pokoje. Dla dziadka i dla babci. W każdym miejscu była łazienka. Do tego garaż i strych. Moi dziadkowie byli bardzo sentymentalnymi ludźmi i bardzo przywiązywali się do różnych przedmiotów. Czasem chciałam im powiedzieć, że niektóre rzeczy w domu proszą się o wymienienie, ale nie mogłam im tego zrobić i sprawić, że będą się smucić. Nie po tym co dla mnie zrobili... A zrobili na prawdę wiele. Gdyby nie oni, pewnie mieszkałabym teraz u jakiejś obcej rodziny... Moja historia jest bardzo smutna. Moich rodziców znałam przez krótki czas zaginęli 2 miesiące po tym jak mama mnie urodziła. Jak opowiadał mi dziadek było to spowodowane pożarem. Mieszkali w jakimś małym dwu pokojowym domu - właśnie w Damritch nie znałam ich i nie pamiętam nawet jak wyglądają. Podobno przejęłam urodę po mamie. Najbardziej ciekawiło mnie to, że nie znaleziono ich ciał tylko mnie wyrzuconą nie opodal. Ludzie mówili, że rodzice specjalnie podpalili dom, mnie wyrzucili , a sami uciekli. Ja w to nie wierzę i nie chcę wierzyć.Dlatego bardzo podziwiałam moich dziadków. Nie byli  młodzi i nie mięli pewnie tyle siły żeby się mną opiekować, a jednak mnie przygarnęli. Mój dziadek był cichym, pokornym człowiekiem, któremu trudno przychodziło okazywanie uczuć wprost, ale swoimi gestami i czynami wiedziałam, że skoczył by za mnie w ogień. Za to moja babcia była bardzo żywiołową kobietą,ciągle mnie przytulała i rozpieszczała aczkolwiek za oczami kryła jakąś czarną przeszłość.Na pewno związaną z moimi rodzicami.Resztę dnia spędziliśmy na sprzątaniu domu i rozpakowywaniu bagaży.
  
             

niedziela, 14 grudnia 2014

ROZDZIAŁ I
  Miałam sen. Szłam przez bagniste pole. Wokoło nikogo.Nic, tylko ciemność i mrok. Ciemno-zielona mgła spowijała cały obszar. Tak gęsta ,że aż namacalna. Ogrom drzew, krzewów sprawiał że czułam się jak zamknięta w klatce. Sama. Bez możliwości ucieczki. Czegoś szukałam... Tylko czego? Przedzierałam się przez zarośla i wreszcie wyszłam na wielkie, niezmierzone pole. Spojrzałam w górę. Niebo było ciemne i złe. Takie , jakby nigdy nie widziało promieni słońca. Obróciłam się na pięcie i w oddali widziałam ciemną postać. Stała ubrana w czarną, mglistą suknie, która ciągnęła się za nią po podmokłych terenach. Nie widziałam jej twarzy. Może po prostu jej nie miała? Spod wielkiego kaptura( którego miała na głowie) nie było widać nic tylko głęboką czerń. Nagle zjawa zaczęła przywoływać mnie. Nie chciałam iść w jej stronę, opierałam się, ale jakaś dziwna moc przyciągała mnie do niej. Przestałam się opierać i powolnymi krokami szłam za nią. Po paru minutach wędrówki dotarłyśmy do jakiejś starej chaty. Była tak samo przerażająca jak otoczenie, w którym się znajdowała. Tajemnicza postać delikatnie popchnęła drzwi i znikła w murach domu. Chwyciłam za klamkę. Nagle usłyszałam wrzask. Zjawa przeszła przez drzwi i z wielkim oburzeniem szła w moją stronę. Jej krzyk był tak głośny. Tak uciążliwy. Miałam wrażenie że przedziera się przez całe moje ciało. Osłabia je. Przerażona rzuciłam się na ziemie. Darłam się z przerażenia. Kropelki potu spływały po mojej twarzy, a zjawa dalej szła w moją stronę. Byłam twarzą w twarz przy niej. Dostrzegłam jej oczy. Całe czarne , złowrogie. Przyjrzałam się im dokładnie i zobaczyłam uwięzioną kobietę, a w jej oczach strach. Ujrzałam ogień i kołyskę , a na samym końcu czarną postać. Byłam tak poruszona , że nie słyszałam już wrzasków czarnej postaci. Nagle usłyszałam słowa ,,Nie wchodź do tego domu , nie wchodź do tego domu. Świat dzieli się na cztery światy: ciemności , światła , magi i życia. '' Zjawa zbliżała się do mnie i ciągle powtarzała to zdanie.

  - Lucy! Lucy! Wstawaj dziecko, wstawaj. Dziadek już przyjechał ! Niedługo jedziemy                do Damritch!- obudził mnie głos babci wołającej mnie na schodach.
 - Dobrze babciu. Już schodzę!- odpowiedziałam.
 Obudziłam się cała spocona i zapłakana. Przez parę minut leżałam jeszcze w łóżku i                            myślałam o tym koszmarze. Był taki realistyczny ! Zdezorientowana wstałam i rozchyliłam                zasłony. Delikatny promień słońca rozświetlił cały pokój. Stałam tak  i napawałam się                          widokiem za oknem. Bezchmurne niebo, piękne słońce. Sąsiadki kupujące                                            warzywa na straganie i ich dzieci bawiące się w berka. Tak się temu wszystkiemu                                przyglądałam, jakbym w moim śnie żyła całe wieki i nigdy na oczy nie widziała słońca.                      Ubrałam moją najładniejszą koronkową sukienkę i zeszłam na parter. Już w oddali czułam                  zapach tych cudownych naleśników z syropem klonowym. Babcia zawsze dbała o mnie
 i o to żebym miała w życiu jak najlepiej. Usiadłam do stołu, a babcia przyniosła mi górę                      naleśników. Zawsze uważała, że jestem za chuda i może miała racje.
 - I jak ci smakuje?- zdążyła zapytać babcia zanim wzięłam cokolwiek do buzi.
 - Jeszcze nie spróbowałam, ale na pewno są znakomite ! - Zachichotałam.
 Pół godziny później w salonie pojawił się dziadek w swoim tradycyjnym roboczym stroju i                  oznajmił że za 10 minut wyjeżdżamy. Czym prędzej popędziłam do pokoju po walizki.                        Chwyciłam za torby i już chciałam wyjść, gdy nagle usłyszałam słowa  ,,Nie wchodź do tego              domu , nie wchodź do tego domu. Świat dzieli się na cztery światy: ciemności , światła , magi                         i życia. '' Nie , to na pewno mi się przesłyszało. Już chciałam wyjść z pokoju, lecz drzwi się                przytrzasnęły. Zaczęłam nimi szarpać, ale bezskutecznie. Znów usłyszałam głos, ale tym                      razem o wiele wyraźniej. Odwróciłam się i ujrzałam zjawę. Zaczęłam wrzeszczeć, ale nikt                 mnie nie słyszał. Nagle zjawa zniknęła zostawiając po sobie jedynie czarny dym. Szarpnęłam              za drzwi a one bez najmniejszego problemu się otworzyły.
  - Lucy ! Schodź tu szybko ! Co ty tam tyle robisz?- krzyknął dziadek.
  - Ja... Ja już idę. - Przerażona zeszłam na dół. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć, ale              teraz nie miałam czasu na zmartwienia, ponieważ właśnie jechałam do Damritch !