ROZDZIAŁ IV
Emily stała przed drzwiami i czuła narastającą w niej złość. Czuła że powinna wejść za mną do domu i nie wpuszczać mnie tam samej, ale jej lęk był silniejszy od niej samej. Usiadła niedaleko chaty i zaczęła płakać. Bała się o mnie. Nie wiedziała co zrobić.Czy iść po dziadka? A co jeżeli coś złego się stanię zanim wróci? Siedziała tak przez długi czas. Chciała krzyczeć, ale żadne słowa nie mogły wydobyć się z jej ust. Postanowiła ! Nie może dłużej się bać! Na pewno nie wtedy gdy jej najlepsza przyjaciółka może być w niebezpieczeństwie. Wzięła głęboki oddech. Podeszła pod dom i spojrzała na drzwi. Podniosła niepewnie rękę i weszła do środka.
Kiedy weszła do środka ujrzała ciemność. Z szarych złamanych rur kapały kropelki wody. Po prawej stronie była mała szafeczka. Jedno ciemne łóżko. Obdarty dywan i ledwo stojące schody. Strach ją sparaliżował. Zapomniała , że szuka swojej przyjaciółki. Chciała postawić jeden krok, ale nogi nie chciały się poruszyć. Chciała cicho mnie zawołać lecz jej dotąd ciche usta i w tej chwili nie chciały się otworzyć. Czuła jak drętwiało jej ciało, serce mocniej biło, a rozpromieniona twarz stawała się blada. Nagle usłyszała szelest. Cichy płacz... Postanowiła uciec. Nie ! Ona tego nie zrobi, nie da rady. Obróciła się do drzwi. Chwyciła za klamkę lecz ona nie chciała ani drgnąć. Zaczęła szarpać. Była w pułapce. Łzy skapnęły jej po policzku. Kto ją teraz uwolni? Zaczęła wołać pomocy. Wrzeszczała. Krople potu spływały jej po twarzy mieszając się z olbrzymimi łzami. Ciemność i wyobraźnia stawały się nie do zniesienia. Usiadła na ziemi i zaczęła przeraźliwie szlochać. Czuła się bardzo źle i teraz dopiero zrozumiała, że nie powstrzymała swojej najlepszej przyjaciółki, ani nie zawołała nikogo. Czuła się winna...
- Emily?! To ty?- zapytałam.
- Lucy! Gdzie ty jesteś?
- Tak na prawdę to pod tobą!
- Chwila? Co !?- zapytała Emily.
- Wpadłam w jakąś dziurę. Podłoga się załamała
- Sekunda. Czekaj. Znajdę jakąś line czy coś. Nigdzie się nie ruszaj!
-Haha. Śmieszne...
Emily rozglądała się po ciemnych pomieszczeniach wreszcie dostrzegła kawałek sznura.
-Lucy ? Widzisz? Łap za to.
Po chwili byłam już razem z Emily . Byłam pewna, że przyjaciółka obrazi się na mnie i już do końca życia nie odezwie. Jak mogłam być tak bezmyślna?! Jak mogłam wejść sama do tego strasznego miejsca i wystawić swoją najlepszą przyjaciółkę na walkę z własnymi lękami... Karciłam się w duchy, gdy nagle Emi przytuliła mnie.
- Nie rozumiem... Nie jesteś zła?
- Jestem , ale najważniejsze że już po wszystkim.
Wyszłyśmy na zewnątrz. Wychodząc z domu zobaczyłam jak dużo czasu minęło od naszego wyjścia z domu i jak wielki szlaban dostanę wracając do domu. Cudownie! Tylko tego mi brakowało..
-Która godzina?- spytałam
-Koło 23.
-Słucham?!- wrzasnęłam na cały głos.
-Pośpieszmy się po prostu . I tak nie unikniemy szlabanu.- powiedziała z nutką rozdrażnienia w głosie Emily.
Jeszcze raz spojrzałam na opuszczony dom i pobiegłam za Emily w stronę domu. Biegłam ile sił w nogach, a Emi i tak była daleko z przodu. Po pewnym czasie zrozumiałam, że przyjaciółka po prostu mnie unika ... Myślałam, że nie jest na mnie zła a jednak... Ale nie miałam jej za złe. Winić mogę tylko siebie. Biegłam tak przez pewien czas pogrążona myślami . Nagle usłyszałam szept za plecami. ,,Nie wracaj już nigdy" . Spojrzałam za siebie gdzie jeszcze w oddali było widać stary dom i ujrzałam czarną postać. Przetarłam oczy i już jej nie było. No jasne ! Pewnie po tak wyczerpującym dniu mam już jakieś zwidy. Obróciłam głowę i zobaczyłam zjawę, która powtarzała ,, Nie wracaj już nigdy''. Przerażona zatrzymałam się i skuliłam się na trawie.Nie ! To mi się tylko wydaję. To nie może być prawda. Spojrzałam przed siebie i nie było już zjawy. Nerwowo rozejrzałam się na boki i pobiegłam pędem do domu.
- Lucy! Dziecko ! Gdzieś ty była ?!- Usłyszałam głos babci gdy wbiegałam na podwórko przed domem.Zapłakana stała przed domem i mocno chwyciła mnie w ramiona i przytuliła. W środku zobaczyłam dziadka palącego cygaro.
- Do góry. Spać. Macie zakaz wychodzenia poza dom jutro .- powiedział dziadek.
Poszłam do góry. Nigdy nie widziałam dziadków w takim stanie. Weszłam do pokoju i położyłam się do łóżka. Światło było zgaszone, a Emi leżała z zamkniętymi oczami na łóżku obok. Ale nie spała. Wiem to. Po prostu nie chciała ze mną rozmawiać.
Kiedy weszła do środka ujrzała ciemność. Z szarych złamanych rur kapały kropelki wody. Po prawej stronie była mała szafeczka. Jedno ciemne łóżko. Obdarty dywan i ledwo stojące schody. Strach ją sparaliżował. Zapomniała , że szuka swojej przyjaciółki. Chciała postawić jeden krok, ale nogi nie chciały się poruszyć. Chciała cicho mnie zawołać lecz jej dotąd ciche usta i w tej chwili nie chciały się otworzyć. Czuła jak drętwiało jej ciało, serce mocniej biło, a rozpromieniona twarz stawała się blada. Nagle usłyszała szelest. Cichy płacz... Postanowiła uciec. Nie ! Ona tego nie zrobi, nie da rady. Obróciła się do drzwi. Chwyciła za klamkę lecz ona nie chciała ani drgnąć. Zaczęła szarpać. Była w pułapce. Łzy skapnęły jej po policzku. Kto ją teraz uwolni? Zaczęła wołać pomocy. Wrzeszczała. Krople potu spływały jej po twarzy mieszając się z olbrzymimi łzami. Ciemność i wyobraźnia stawały się nie do zniesienia. Usiadła na ziemi i zaczęła przeraźliwie szlochać. Czuła się bardzo źle i teraz dopiero zrozumiała, że nie powstrzymała swojej najlepszej przyjaciółki, ani nie zawołała nikogo. Czuła się winna...
- Emily?! To ty?- zapytałam.
- Lucy! Gdzie ty jesteś?
- Tak na prawdę to pod tobą!
- Chwila? Co !?- zapytała Emily.
- Wpadłam w jakąś dziurę. Podłoga się załamała
- Sekunda. Czekaj. Znajdę jakąś line czy coś. Nigdzie się nie ruszaj!
-Haha. Śmieszne...
Emily rozglądała się po ciemnych pomieszczeniach wreszcie dostrzegła kawałek sznura.
-Lucy ? Widzisz? Łap za to.
Po chwili byłam już razem z Emily . Byłam pewna, że przyjaciółka obrazi się na mnie i już do końca życia nie odezwie. Jak mogłam być tak bezmyślna?! Jak mogłam wejść sama do tego strasznego miejsca i wystawić swoją najlepszą przyjaciółkę na walkę z własnymi lękami... Karciłam się w duchy, gdy nagle Emi przytuliła mnie.
- Nie rozumiem... Nie jesteś zła?
- Jestem , ale najważniejsze że już po wszystkim.
Wyszłyśmy na zewnątrz. Wychodząc z domu zobaczyłam jak dużo czasu minęło od naszego wyjścia z domu i jak wielki szlaban dostanę wracając do domu. Cudownie! Tylko tego mi brakowało..
-Która godzina?- spytałam
-Koło 23.
-Słucham?!- wrzasnęłam na cały głos.
-Pośpieszmy się po prostu . I tak nie unikniemy szlabanu.- powiedziała z nutką rozdrażnienia w głosie Emily.
Jeszcze raz spojrzałam na opuszczony dom i pobiegłam za Emily w stronę domu. Biegłam ile sił w nogach, a Emi i tak była daleko z przodu. Po pewnym czasie zrozumiałam, że przyjaciółka po prostu mnie unika ... Myślałam, że nie jest na mnie zła a jednak... Ale nie miałam jej za złe. Winić mogę tylko siebie. Biegłam tak przez pewien czas pogrążona myślami . Nagle usłyszałam szept za plecami. ,,Nie wracaj już nigdy" . Spojrzałam za siebie gdzie jeszcze w oddali było widać stary dom i ujrzałam czarną postać. Przetarłam oczy i już jej nie było. No jasne ! Pewnie po tak wyczerpującym dniu mam już jakieś zwidy. Obróciłam głowę i zobaczyłam zjawę, która powtarzała ,, Nie wracaj już nigdy''. Przerażona zatrzymałam się i skuliłam się na trawie.Nie ! To mi się tylko wydaję. To nie może być prawda. Spojrzałam przed siebie i nie było już zjawy. Nerwowo rozejrzałam się na boki i pobiegłam pędem do domu.
- Lucy! Dziecko ! Gdzieś ty była ?!- Usłyszałam głos babci gdy wbiegałam na podwórko przed domem.Zapłakana stała przed domem i mocno chwyciła mnie w ramiona i przytuliła. W środku zobaczyłam dziadka palącego cygaro.
- Do góry. Spać. Macie zakaz wychodzenia poza dom jutro .- powiedział dziadek.
Poszłam do góry. Nigdy nie widziałam dziadków w takim stanie. Weszłam do pokoju i położyłam się do łóżka. Światło było zgaszone, a Emi leżała z zamkniętymi oczami na łóżku obok. Ale nie spała. Wiem to. Po prostu nie chciała ze mną rozmawiać.